Milowy krok w stronę szczęścia.

10/20/2017

Znacie to uczucie, gdy coś cały czas mówi Wam, że nie jesteście w tym miejscu, w którym powinniście być?
Pierwszy raz poczułam to w gimnazjum i chwilami zapominając, co jakiś czas ta myśl z tyłu głowy wysuwała się na pierwszy plan. Przeprowadzka 500 km mając ustatkowane i ułożone życie- dla jednych nic takiego, dla innych nie do pomyślenia. Choć bardzo chciałam, to zawsze znajdowałam jakieś 'ale' -sama sobie- stawiając tą przeprowadzkę jako coś niemożliwego i nieprawdopodobnego.

 Bo jak to, ja w Warszawie? Chyba nie do końca w siebie wierzyłam. A może...szczęście innych stawiałam ponad swoje. Zawsze patrzyłam na innych, przesadnie. Najpierw ważniejsze było liceum, później studia, ślub, dziecko, praca, firma...
Wewnętrznie musiało zmienić się we mnie wszystko, abym obudziła się i zobaczyła, czego ja chcę.
To było bardzo trudne i współczuję każdemu, kto akurat przechodzi przez ten etap. Boli niesamowicie.
Patrzenie na przyjaciół, którzy stają przeciwko- to chyba najtrudniejsze, z czym przyszło mi się zmierzyć. Chociaż złośliwe komentarze osób z dalszej rodziny trafiają tak samo...
Aż w końcu nadszedł moment, gdy wiedziałam, że jestem na dnie. Emocjonalnym. Nadal kochałam swoje życie, ale nie trzymało mnie już nic, nigdzie.  Przestało mnie cieszyć nowe mieszkanie, za to polubiłam samotne spacery do parku, aby patrzeć na roześmiane twarze ludzi. Hipokryzja, prawda?


Po kilku miesiącach wewnętrznie uwolniłam się ze wszystkich sideł i węzłów, z wszelkich złych słów i wspomnień. Wybaczyłam. Nawet nie wiem kiedy dokładnie to się stało, po prostu poczułam. Poczułam się wyjątkowo przyjemnie i lekko i wtedy też wiedziałam, że przyszedł ten dzień. Dzień wyjazdu do Warszawy w celu poszukania pracy i mieszkania. Wtedy nie patrzyłam na nikogo, ponieważ wiedziałam, że ja tego chcę i ja to zrobię. Wierzę, że to musiało się wtedy stać i moje nogi musiały pójść w miejsca, które były mi pisane :) Inaczej w jeden dzień nie znalazłabym najlepszej pracy jaką mogłabym sobie wymarzyć, i która w dodatku starcza na opłacenie pięknego mieszkania oraz nie znalazłabym jednego z najlepszych przedszkoli dla Anielovej. Po półtora tygodnia od tego dnia jechałam już z całym życiowym dobytkiem do Warszawy, wprowadzić się.

W poprzednim mieście Aniela nie miałaby szans uczyć się angielskiego 8h dziennie od osoby, która dopiero parę lat temu nauczyła się mówić po polsku :) Ani nie miałaby lekcji hiszpańskiego 2x w tygodniu. Na balet i akrobatykę? Może bym zapisała, gdzieś popołudniami- a tutaj to wszystko ma w przedszkolu! I ostatnia kwestia, chyba najważniejsza- wcześniej po prostu nie byłoby mnie stać na takie przedszkole, choćbym chciała :)

Nie żałuję, że tak długo zwlekałam. Potrzebowałam wielu lat doświadczeń, aby przyjechać tutaj takim człowiekiem, jakim jestem obecnie. Wszystko, czego się nauczyłam przydaje mi się w Warszawie, każdy jeden rok pracy i studiów przynosi teraz efekty. Minęło dopiero 1,5 miesiąca od przeprowadzki, a ja czuję, że wszystko co najlepsze, właśnie mnie spotyka. Poznaję niesamowitych ludzi, czerpię od nich mnóstwo energii (mam nadzieję, że oni czują podobnie z mojej strony :)) i każdego dnia dowiaduję się czegoś nowego. Do pracy idę z uśmiechem, po 10h cieszę się, że wracam do domu, ale ani chwili nie narzekam, bo zwyczajnie nie mam na co.

Ktoś mi pewnie zarzuci, że za parę lat i Warszawa mi się znudzi. Wiecie co? Być może, ale mam przed sobą jeszcze 2/3 życia i mnóstwo miejsc, w których chciałabym zamieszkać. W tym roku się przekonałam, że przeprowadzka to nic takiego, teraz nie boję się już niczego...


Sweterek

to mój wakacyjny, przypadkowy zakup w Sh na wyprzedaży.
 Wyprzedaż w lumpeksie, jak to brzmi! :D  Chodzi mi o ostatni, czyli najtańszy dzień po dostawie. 
Miałam zmienić w nim guziki, ostatecznie zabrakło mi czasu i zastało jak w oryginale.
W końcu Zara złego designu nie ma, więc aż tak bardzo mi one nie przeszkadzają ;)
Tak, to wdzianko z Zary, zapłaciłam za nie całe 2 złote. W tym momencie nawet ja- mistrz wyprzy dostałam wielkich oczu słysząc cenę.

Kamizelka i spódniczka to prezenty. Tiulówkę pokazywałam już tutaj spodniczka-tiulowa-jaka-wybrac.

Czapa

a może kapelusz- to H&M, wyprzedaż zeszłoroczna. Niestety dziecię rzadko ją zakłada, a szkoda, bo dla mnie jest urocza.
Nie pamiętam jaka była cena regularna, ja zapłaciłam 10 PLN
Czerwone cenówki to coś, czego szukają moje oczy, gdy tylko wchodzę do H&M. Gdy już znajdę odpowiednią półkę dopiero ogarniam co na niej jest, za ile i co konkretnie byłoby nam potrzebne. Ostatnio tak właśnie poszłam i wróciłam z ..........


... butami !

Czarne, świecące, zapinane na zamek- w sam raz na jesienną pogodę. Byłam pewna, że będą pasowały dopiero na wiosnę, ale stopa Anieli przez wakacje znacząco urosła.
Cenówka na nich była bardzo imponująca → 20 PLN
Żal było nie kupić, sami przyznajcie :) 

Natomiast rajstopki to Lidl, cena tam niezmienna 9,99 za parę. 




Króliczek- hand made 20zł (lokalny rynek)
Kamizelka- prezent
Spódniczka- Zara
Rajstopki- Lidl
Sweterek-  Zara Sh
Buty- H&M

Zobacz także

2 komentarze

  1. fajnie że Ci się tak super układa :D najważniejsze ze żyjesz zgodnie ze sobą :D choć ja się przeprowadziłam do innego miasta z dużego kurortu to również nie żałuje choć kiedy mówię z skąd się przeprowadziłam to wszyscy się dziwią że do takiej dziury... przecież tu nic nie ma itd a mnie to własnie odpowiada...

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję i życzę powodzenia. Za mną też przeprowadzka parę lat temu 400 km dalej. I warto było.
    P.s. Przejrzałam cały blog i podoba mi się, więc zostaję:)

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Chciałabyś coś dodać? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad!

OBSERWUJ PRZEZ E-MAIL

Google+ Followers

INSTAGRAM